Pamiętacie to podekscytowanie gdy okazało się, że Zemsta Sithów nie zakończy sagi? Ja pamiętam doskonale, ba dałem się ponieść emocjom. Znów poczułem, się jak kilkuletnie dziecko zasiadające po raz pierwszy do seansu Gwiezdnych Wojen (a był to seans jednego ze starszych wydań, jeszcze bez podtytułu Nowa Nadzieja i tam, gdzie Han strzela pierwszy). Kaseta VHS nieco rzęziła w magnetowidzie, obraz co jakiś czas zrywał, ale wsiąkłem w ten klimat i mam tak do dziś. 10 długich lat musiało upłynąć i przy okazji Lucasfilm musiał się sprzedać, abyśmy mogli z wypiekami na twarzy obserwować każdy strzęp informacji, opis fabuły, aktorów, w końcu trailer nadchodzącego epizodu VII. A potem okazało się, że... zostaliśmy nabrani, załadowani w butelkę.
