Są klasyki literatury science-fiction, o których słyszał pewnie każdy nawet średnio zorientowany w literaturze człowiek. Diuna Herberta, Wehikuł czasu Wellsa, czy choćby Dzienniki Gwiazdowe Lema to pozycje ze ścisłego topu książek wszech czasów tego gatunku. Ale to co je łączy, poza legendą, wspaniałą historią i klimatem, to to jak mocno i brzydko się zestarzały. W poszukiwaniu coraz to nowszych doznać czytelniczych odnalazłem kolejnego klasyka, tym razem jednak mniej znanego, liczącego sobie blisko 90 lat i do bólu współczesnego.
